Życiówka, bączek i deszczowy taniec Bigosa
Co to był za weekend! Najnowsza runda Maluch Trophy na Torze Poznań dostarczyła kibicom Bigos Motorsport tylu emocji, że można by nimi obdzielić cały sezon. Były chwile czystej euforii, strategiczny poker oponiarski i bezwzględna pogoń z samego końca stawki. Piotr „Bigos” Mamcarz udowodnił jedno: charakteru do walki mu nie brakuje! Onboardy z jego przejazdów idealnie pokazują ekstremalne warunki, walkę z ulewą i rywalami na milimetry.Treningi i kwalifikacje: Sekunda, która zmieniła wszystkoWeekend zaczął się od potężnego uderzenia. Już podczas oficjalnych treningów Bigos odpalił prawdziwą bombę. Poprawił swój życiowy rekord na Torze Poznań o pełną sekundę! To gigantyczny skok naprzód w pucharze, gdzie o ułamki sekund walczy się miesiącami.W kwalifikacjach udało się utrzymać to piekielne tempo. Piotr pojechał powtarzalnie, szybko i wywalczył adekwatną do swoich czasów pozycję startową. Wszystko było gotowe do ostrej walki.
Wyścig 1: Bączek i pogoń za czołówką
Do pierwszego biegu Bigos ruszał z 10. pozycji. Start został niestety lekko zaspany, ale szybka kontra nastąpiła już w kultowym „pierwszym lewym”. Piotr poszedł na całość, mocno przyspieszył i... nastąpił bączek. Malucha obróciło i doszło do uderzenia w drzwi Krzysztofa Lisa. Auta doznały nieznacznych uszkodzeń, niewpływających na jezdność, aczkolwiek sprawa między zawodnikami została załatwiona polubownie w gestii fair play – był to po prostu czysty incydent wyścigowy w twardej walce na torze.Po tym zamieszaniu Bigos rzucił się w szaloną pogoń. Wyprzedzał rywala za rywalem i ostatecznie ukończył wyścig na świetnym, 7. miejscu w Dywizji 1. Finisz tuż za plecami najszybszych zawodników pokazał, że dystans do ścisłej czołówki, do której Piotr cały czas próbuje dorównać, gwałtownie maleje.
Wyścig 2: Oponiarski poker i walka z „kotwicą”
Drugi wyścig przyniósł załamanie pogody. Gdy nad torem zawisły chmury, zapadła szybka decyzja: tuż przed samym startem, bezpośrednio na prostej startowej, wymieniono opony na deszczowe.Sam start znów był wolny, ale dzięki szybkiej jeździe w deszczu na tych oponach, które dawały przyczepność w pierwszej fazie wyścigu, potrafił mocno docisnąć i ograć rywali. Natomiast jak już przestało padać i tor przeschnął, w pozostałej fazie wyścigu te opony działały jak kotwica, szczególnie na prostej startowej. Po prostu wszyscy go przegonili z powrotem i skończył również na siódmej pozycji, czyli tej adekwatnej w stosunku do swoich czasów życiowych i czasów życiowych rywali.
Wyścig 3: Mistrzowski powrót z piekła do nieba!
Trzeci wyścig to już była absolutna ulewa i totalny chaos. Start po raz kolejny okazał się spóźniony. Szukając ratunku w pierwszym lewym zakręcie, Bigos pojechał bardzo szeroko. Koła złapały zdradliwe błoto poza asfaltem, autem obróciło i Piotr spadł na szary koniec stawki. Nagrania ze środka auta idealnie oddają ten moment – zero widoczności, uciekający tył i rzut oka na mijającą go stawkę.Inny by odpuścił, ale nie Bigos. Ruszył do przodu z pełną werwą, jadąc w szybkim tempie i pokonując kolejnych rywali w ekstremalnych warunkach. To była genialna jazda, w której wyprzedzanie w wodnym sprayu wymagało stalowych nerwów. W trakcie jednego wyścigu awansował aż o 16 miejsc! Ta epicka pogoń zakończyła się kosmicznym 5. miejscem w klasyfikacji generalnej i 4. lokatą w Dywizji 1. Podium było na wyciągnięcie ręki!
Słowo od trenera: Plan wykonany w 100%!
Na koniec weekendu przyszedł czas na chłodną analizę. Trener Jakub Litwin podsumował starty Piotra krótko i konkretnie: plan na ten weekend został wykonany w stu procentach. Zespół kładzie nacisk na powtarzalność i to szybkie tempo, które Bigos udowodnił nową życiówką.Oczywiście weekend nie był idealny – z błędów na startach i przygód z bączkami wyciągamy mocne wnioski, ale to niezbędny element nauki i zbierania cennego doświadczenia przed kolejnymi wyścigami. Progres jest ogromny!
Podsumowanie weekendu: To był weekend prawdy.
Nowy rekord życiowy pokazał, że czyste tempo jest już na poziomie czołówki. Mimo przygód, błędów na startach i kaprysów pogody, Bigos dowiózł do mety potężne punkty. Walka trwa, a najszybsi kierowcy Maluch Trophy muszą już oglądać się za siebie!
